poniedziałek, 25 czerwca 2012

Kończ Franiu, wstydu (sobie) oszczędź





Tego, co mówi Franek Smuda rzadko chce mi się słuchać, bo po pierwsze to w 99% głupoty, a po drugie jego umiejętności składania zdań często przeszkadzają w zrozumieniu tego, co ma na myśli i publicznie otworu gębowego dla dobra własnego i słuchaczy (przede wszystkim dzieci w wieku szkolnym) używać nie powinien. W końcu mowa jest srebrem, ale milczenie złotem. 


Wczoraj jednak tak się złożyło, że jadłem kolację, a na Jedynce z Dyzmą akurat rozmawiał Jacek Kurowski. A, niech będzie – pomyślałem – dam szansę obrony oskarżonemu, zanim wydam swój osobisty wyrok. No i gdyby Franiu bronił się w sądzie, tak jak dzisiaj w studiu TVP, to dostałby (przynajmniej ode mnie) najwyższy wymiar kary, po takich zeznaniach (w końcu to oskarżony mówi pierwszy) nie pomogłaby nawet „Legalna Blondynka”.

Zaczął od pochwalenia swojej wspaniałej pracy i stwierdzenia, że nic by nie zmienił, gdyby mógł zacząć mistrzostwa od nowa. No tak, to logiczne i bardzo uzasadnione, że przerżnąłby je jeszcze raz! Po co przyznawać się do własnych pomyłek i wyciągać z nich wnioski? Wszak błąd jest przywilejem filozofów, a tyłko głupcy nie mylą się nigdy. Franiu należy oczywiście do grupy nieomylnych.

On wszystko zrobił dobrze, on nie dokonał zmian, bo „co by było, gdyby zmienił i byśmy przegrali”. A przecież ten wynik z Grecją, czyli remis 1:1 przy prowadzeniu 1:0 i grze 11 na 10 przez większość meczu był oczywiście wspaniały, w oparliśmy się niedawnemu mistrzowi Europy. Doceńcie to, Wy wszyscy krytycy Smudy! W końcu „mecze otwarcia przeważnie są remisowe”, to po co odchodzić od tradycji? Jasnowidz Smuda przewidywał też, że piłkarz z ławki „szybko nie zapali” i przez te kilkadziesiąt sekund chaosu i dezorganizacji „rywal może nas ukarać”. No to już wiemy, dlaczego Salpingidis po swoim wejściu na boisku strzelił nam gola, a później wywalczył karnego. On zapalał przez całą przerwę i tak kręcił tą korbką, że zdążył. A ten Walcott w meczu Szwecja – Anglia, który wszedł już w trakcie gry, a zaraz później strzelił gola i przy kolejnym asystował? No cóż, zdarza się, czasem nawet dwudziestoletni Maluch bez problemów odpali przy dwudziestostopniowym mrozie. A poza tym teoria Frania działa tylko jeśli gra się 10 na 10. Co się wtedy zmienia w porównaniu z sytuacją 11 na 11? Tego nie wiedzą nawet amerykańscy naukowcy. Tylko Franiu wie, ale nie powie.

Dla Dyzmy Smudy cały występ jego drużyny (z nim na czele) był klasowy. Udało się uniknąć blamażu, nie dostaliśmy po 4 czy 5:0 z takimi tuzami jak Grecja, Rosja i Czechy. A przecież każde z tych państw wie, jak się wygrywa Euro! Nieważne, że dwa ostatnie zwyciężały jako ZSRR i Czechosłowacja. Nie, to wielki sukces uniknąć bęcków od takich rywali. Tym bardziej, że według Frania Czechosłowacja... nadal istnieje. A on był bliski nieprzegrania z taką potęgą, to dopiero wyczyn! Według naszego (na szczęście już byłego) selekcjonera było dobrze, ba, aż za dobrze! Było tak dobrze, że, jak wspomniał, aż musiał tonować nastroje motywujących się nawzajem zawodników. Robił to tak dobrze, że w końcu... przedobrzył. A więc tajemnica klęski rozwiązana, po prostu Smuda był na tę kadrę za dobry! Ale piłkarzom, on, superbohater, jako zwykłym śmiertelnikom ich słabostki przebaczył i pretensji do nich żadnych nie ma. Czyż to nie wspaniale z jego strony? A teraz nie poda się od razu do dymisji tylko poczeka do końca sierpnia. Zrobi tak, żeby Grzegorz Lato mógł jeszcze wszystko dobrze przemyśleć, bo może w eliminacjach do mundialu piłkarze w końcu osiągnęliby jego poziom i ograliby wszystkich, a z Brazylii przywieźli medal. Oczywiście te 300 tysięcy z dwóch pensji, które by stracił, gdyby teraz odszedł nie ma tu nic do rzeczy.

Franiu swoją decyzję o wystawieniu trzech defensywnych pomocników na mecz z Czechami, który trzeba było wygrać uzasadnił tym, że przecież dobrze zagrali z Rosją. Szkoda tylko, że przed Moskalami głównie się broniliśmy i graliśmy z kontry, a we Wrocławiu mieliśmy Krecika na powierzchnię nie wypuścić. Franiu najwidoczniej nie rozumie, że jeśli kotleta dobrze je się przy pomocy noża i widelca, to zupę już niekoniecznie. Próbował się ratować tym, że przecież... zrobił ofensywne zmiany. Oczywiście miał znowu pretensje do Grosickiego, że ten przez 30 minut niewiele pokazał, ale o tym, co mówił chwilę wcześniej (teoria długiego zapalania piłkarzy) już zdążył zapomnieć (a później się dziwią, że matury nie zdał). Powiedział też, że każdy piłkarz kadry powinien się czuć jak zawodnik podstawowy. Hmm, dziwna to taktyka wzmagania takiego poczucia, kiedy zmiany w meczu przeprowadza się dopiero pod presją dziennikarzy.

Gwoździem programu była jednak wypowiedź, że drużyna nie miała za wiele szczęścia na turnieju. Chłopie, dostałeś reprezentację i turniej w prezencie, wychowało Ci się akurat kilku świetnych piłkarzy, wspomagałeś się ludźmi z Polską mającymi tyle wspólnego, co parówki z mięsem, miałeś niesamowicie spokojne przygotowania, za sobą rzeszę kibiców, trafiłeś do grupy śmiechu i Ty narzekasz na SZCZĘŚCIE? To tak jakby ktoś trafił szóstkę w totka, ale narzekał, że akurat w kumulacji były 2 miliony, a nie 20. Miałeś najwięcej farta ze wszystkich selekcjonerów w historii (zresztą ja tylko na tym opierałem swoje przeświadczenie, że dobijemy do ćwierćfinału), a zostałeś najsłabszym z nich. Na koniec jeszcze stwierdziłeś, że nie przeprosisz kibiców za tę żenadę, którą Twoja drużyna odstawiła, bo nie dostała lania i dała z siebie wszystko. Spójrzmy prawdzie w oczy – kadra dała, ale dupy, i to na całej linii, ze swoim szefem na czele. Dlatego Franiu, proszę, teraz znowu zrób coś wbrew temu o czym również wspomniałeś i pójdź za ciosem. Na emeryturę.

czwartek, 7 czerwca 2012

Dziesięć Ojroabsurdów






Ojro 2k12 zaczyna się już za niecałą dobę. A skoro mistrzostwa odbędą się w niecałej połowie w Polsce, kraju absurdów, to i bez absurdów nie mogło się obejść. 

Nie ma w naszym kraju osoby, która słyszała o wszystkich dziwnych sprawach związanych z Ojro. Po prostu nie może być. Z prostej przyczyny – żeby to wszystko ogarnąć, trzeba by rzucić pracę, nie jeść, nie spać i, tyle ich jest. Gdybym poszperał przez jakiś czas w Internecie, to znalazłbym takich aburdów i ze sto. Ale święto jest, ładna pogoda, komu by się chciało? Na pewno nie takiemu leniowi, jak ja. Dlatego zastanowiłem się przez kilka minut i w swojej głowie wynalazłem ich akurat dziesięć, choć bardzo możliwe, że coś pominąłem lub o czymś zapomniałem, a ich kolejność też jest przypadkowa.

Powołania Franka Smudy

Nasz selekcjoner swoimi wyborami na pewno sobie nie pomagał. Dziura w obronie? Po co brać najlepszego w Ekstraklasie Żewłakowa czy świetnie radzącego sobie we Włoszech Glika? W rezultacie tak naprawdę mamy w kadrze dwóch nominalnych stoperów - Perquisa i nieopierzonego Kamińskiego. Oprócz nich są dwaj prawi obrońcy, którzy oczywiście na swojej pozycji nie pograją, bo Piszczka nie wygryzą - Wojtkowiak i Wasilewski. W pierwszym składzie obok Francuza z polskim paszportem będzie grał ten ostatni. Jako defensywny pomocnik jedzie Adam Matuszczyk, który twierdzi, że miał ciężki sezon. No tak, bo rozegranie dziewięciu spotkań w Bundeslidze i aż ośmiu w 2. Bundeslidze (gdzie przeszedł po to, by częściej grać), w dużej części w niepełnym wymiarze czasowym, to rzeczywiście wyczyn. Nic to, że pominięty został Ariel Borysiuk, który również zmienił klub w połowie sezonu (Legię na Kaiserslautern), ale dlatego, że chciał, a nie dlatego, że musiał i regularnie w nim występował. W ataku mamy za to Sobiecha, który nos poza ławkę rezerwowych wyścibia incydentalnie i Pawła Brożka, który w ostatnich miesiącach murawy dotyka co najwyżej podczas treningów. Oczywiście Arkadiusz Piech, który został wybrany nalepszym piłkarzem tego sezonu w Ekstraklasie, nie został nawet sprawdzony podczas zgrupowania. Lepiej było wziąć Michahahahała Kuchahaharczyka z Legii, a ten oczywiście ostatecznej selekcji nie przeszedł.

Brzmi to jak scenariusz przyszłej klęski, ale paradoksalnie Smuda dysponuje najmocniejszą kadrą ze wszystkich selekcjonerów w XXI wieku. Oprócz lewej obrony jest albo nieźle, albo wspaniale. Wspomniany „Wasyl” przesunięty na środek obrony gra bardzo dobrze, przed nim biegają dwaj solidni defensywni pomocnicy (Murawski i Polański) i niezły rozgrywający, a przede wszystkim świetnie wykonujący stałe fragmenty gry Obraniak, skrzydła są obsadzone przez coraz jaśniej gwiazdę świecącą (Błaszczykowski) oraz gwiazdę wschodzącą (Rybus), naszego kapitana na prawej flance wspiera najlepszy na swojej pozycji w Bundeslidze Piszczek, akcje wykańcza ogólnie najlepszy w niemieckiej ekstraklasie Lewandowski, a między słupkami fruwa piekielknie utalentowany Szczęsny. Módlmy się tylko o zdrowie piłkarzy, bo dobrych rezerwowych można policzyć na palcach jednej dłoni. Smuda to jednak urodzony farciarz, dlatego jestem dziwnie spokojny, że choćby nie wiem jak starał się wszystko spieprzyć, to sukces osiągnie. Wyjdziemy z grupy

Mapy

Mówi się, że w Polsce system edukacji jest przestarzały, bo dzieci w szkołach dostają zbyt wiele wiedzy elementarnej, a są za mało wyspecjalizowane. Cóż, może to i niemała wada, ale jak widać po poniższych mapach, u nas nastolatki lepiej znają się na geografii niż w UEFA czy BBC.






W reprezentacji rozmawiamy... po angielsku 

Przynajmniej według Sebastiana Boenischa, który nie tak dawno powiedział: Kiedy do nas dołączą [Perquis i Obraniak], będziemy komunikować się po angielsku, bo ja z kolei nie znam francuskiego. Przecież wszyscy w naszej kadrze znają angielski i wydaje mi się, że w tym języku będziemy się porozumiewać na boisku. Tak że drogi kibicu, jeśli masz to szczęście (czyli bilet na mecz), a chciałbyś usłyszeć jak rozmawiają ze sobą podczas gry nasi reprezentacji POLSKI, czym prędzej zacznij naukę angielskiego!
Później jednak Boenisch powiedział: Zauważyłem, jak niesamowicie ważne jest w Polsce i jak dużo uwagi poświęca się temu, że śpiewam polski hymn i nie mówię po niemiecku w reprezentacji. Dojście do tego błyskotliwego wniosku, że w reprezentacji POLSKI wypadałoby mówić po POLSKU zajęło mu prawie dwa tygodnie. Brawo! Jeśli tak szybko będzie myślał na boisku, to na pewno zostanie gwiazdą turnieju!

Dużo folkloru

A nawet za dużo. Zaczęło się od wyboru piosenki „Koko Euro Spoko” na hymn kibiców reprezentacji. Wyniki konkursu ogłoszono na istnym festynie, więc można powiedzieć, że numer świetnie wpisał się w atmosferę. Wtedy również Franiu ogłosił powołania na turniej. No cóż, jaka piosenka, taka kadra, można rzec. Później powstało za to komiczne zamieszanie wokół tego hitu, kłótnie o prawa autorskie, itd. Babcie z Jarzębiny nie wystąpią też przed meczem otwarcia na żywo, już PZPN się o to postarał, znalazł sobie odpowiedni punkt w regulaminie i zaproszenia nie wysłał. Cóż, nie jest tajemnicą, że w Związku dżentelmeni nie pracują, ale czy powinniśmy się szczególnie akurat takiej decyzji czepiać? Koniec końców piosenka zostanie tylko puszczona z głośników.

Na Ukrainie za to postanowili, że wyniki meczów w Kijowie będzie typowała... świnia. Widocznie nasi sąsiedzi nie chcieli być gorsi i... udało im się. No to 1:0 dla nich.

Kraków gości Ojro

Co prawda żaden mecz turnieju w stolicy Małopolski nie zostanie rozegrany, ale za to postanowili tam zamieszkać Włosi, Anglicy i Holendrzy, nawet mimo tego, że tylko ci pierwsi zagrają w Polsce. Każda z reprezentacji otworzyła po jednym ze swoich treningów dla publiczności. Bilety były za darmo, a że taka okazja na zobaczenie największych gwiazd futbolu zdarza się rzadko to zainteresowanie wejściówkami przerosło oczekiwania. A także umiejętności organizatorów. Ludzie, żeby dostać bilet, stali w kolejkach po kilka godzin, niektórzy przyszli już noc wcześniej wyposażeni w koce, kanapki i termosy pełne herbaty. Nikt nad takim tłumem nie potrafił zapanować, zaczęły się kłótnie i spory, interweniować musiała policja, która w pewnym momencie zajęła się również… wydawaniem wejściówek.

Nie wszyscy bilety kupili po to, żeby na zajęcia wejść. Wiele z nich zostało… zaoferowanych do sprzedaży. Cóż, Polacy to w końcu chyba najbardziej przedsiębiorczy naród świata. Jak się na treningu Holendrów okazało, bilety trafiły też w niepowołane ręce. Banda idiotów na trybunach postanowiła wydać kilka dźwięków na poziomie swojego IQ – to znaczy zaczęła udawać (?) małpy, co miało w ich mniemaniu obrazić czarnoskórych zawodników reprezentacji. No to BBC będzie miało używanie…

Jesteś zasłużonym piłkarzem? Co z tego, biletów nie dostaniesz

Najbardziej utytułowany bramkarz w historii Polski (m.in. brązowy medal MŚ i Puchar Europy) – Józef Młynarczyk – powiedział w jednym z wywiadów, że mecze Ojro zobaczy w telewizji. Legenda naszej piłki nie dostała ani jednego (!) zaproszenia na mecze, nie odezwał się do niej nikt z całego PZPN! Zresztą nie tylko do niego. Sprawę postanowił zbadać portal Weszło! i, jak się okazało, działacze byli za bardzo zajęci bankietami, wywiadami, zjazdami i głosowaniami, żeby wykonać telefon do takich piłkarzy, jak Gorgoń, Lubański, Dziekanowski czy Kupcewicz. Jeśli ktoś bardzo chciał, to dostał możliwość kupienia sobie biletu. Cóż za miłosierdzie ze strony naszych kochanych działaczy! A Związek miał do dyspozycji ponad 14 tysięcy wejściówek. Nie udało się znaleźć kilkudziesięciu, żeby uhonorować najbardziej zasłużonych ludzi polskiej piłki, a z wieloma z nich zawsze weri hepi prezes Lato grał przecież na boisku. No cóż, to było jednak tak dawno, że akurat prezesa nie podejrzewam o to, żeby to pamiętał.

Piłkoszał

Wchodzę do sklepu. Patrzę, a tam wszystko biało-czerwone. Nieważne, jaka to sieć, praktycznie wszystkie zmieniły barwy na takie same. Jeśli nie widać loga, to trudno rozpoznać, czy jesteśmy w Tesco, w Realu czy w Biedronce. Kolory naszej flagi są na wszystkim – od piwa, przez pasztet, po papier toaletowy. A teraz apel do kobiet. Jeśli chcecie sprawić swojemu mężczyźnie przyjemność, a zarazem być trendy – kupcie biało-czerwoną bieliznę. Jeśli natomiast jesteście samotni, ale macie psa, to kupcie dla niego napój bezalkoholowy albo smycz w narodowych barwach – będziecie rządzić w parkach podczas spacerów ze swoim pupilem. Jest też opcja dla kibiców Polski i Holandii, 2 w 1!:



Jak Czarnecki Ojro bojkotował

Zdarzyło się na początku maja, że politycy, którzy pewnie nie wiedzą co to spalony i od zdania których w przypadku organizacji turnieju piłkarskiego zależy akurat najmniej, zaczęli nawoływać do bojkotu Ojro z powodu warunków, w jakich więziona jest Julia Tymoszenko. Do apelu w końcu przyłączył się też prezes PiS, Jarosław Kaczyński. Problem w tym, że europoseł partii, Ryszard Czarnecki, kilka godzin wcześniej na swoim blogu… ostro skrytykował ten bojkot. Sprzeciwianie się Prezesowi to grzech wagi najcięższej, a tu taka wpadka. Cóż, wszystko rozeszło się jakoś po kościach, ale zapewnie pan Ryszard musiał się gęsto tłumaczyć.

Banda pseudoznawców


Przed Ojro piłkarsko uaktywniło się mnóstwo dziennikarzy, którzy na co dzień z futbolem nie mają wiele wspólnego. I tak, piłkarze narzekali na pytania w stylu: Jak się Panu spało?, TVN podawał, że Franciszek Smuda zdobył z Lechem mistrzostwo Polski, a Jan Tomaszewski był porównywany do naszych farbowanych lisów, bo kiedyś... grał w zagranicznych klubach. I tak dalej, i tak dalej, można by napisać litanię. No cóż, dla niektórych piłka klubowa a reprezentacyjna to to samo, w ogóle futbol to prosta i prymitywna gra, a piłkarzowi-głupkowi można zadać każde idiotyczne pytanie. Ciekawe ilu z tych dziennikarzy potrafiłoby chociaż wytłumaczyć, na czym polega spalony?

Feel like at home

Zostając w klimatach polinglish – I don’t feel tradin to this password (nie czuję pociągu do tego hasła). Rząd wydał zapewne niemałe pieniądze podatników na kampanię reklamową i jak to często bywa… skompromitował się. Ministra Mucha powiedziała, że hasło to było konsultowane z native speakerami i jest zrozumiałe. To jak – złapali kilku chavów, dali im na piwo i spytali czy tak będzie w porządku? Sprawa jest prosta – tak się nie mówi i już. A teraz to wisi – na pocztach, na konferencjach prasowych, na stadionach, na budynkach i Bóg wie, gdzie jeszcze. Wisi i razi w oczy.

wtorek, 29 maja 2012

Przyjechałeś? Nie wyjedziesz!





Myślisz o założeniu własnego interesu, ale nie wiesz w jakiej branży zacząć działać? Obecnie poleca się wyjazd do Wielkiej Brytanii i otwarcie domu pogrzebowego. Przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć ze słów Sola Campbella nt. Euro 2012.

Były reprezentant Anglii poradził brytyjskim fanom, by zostali w domach i turniej obejrzeli w telewizji. Wycieczka do Polski i na Ukrainę może się według niego skończyć niemiłym powrotem. W trumnie. No cóż, pan Campbell na nagranie programu Panorama w BBC udał się zapewne wprost z pokładu samolotu, który przywiózł go z wycieczki po Polsce i Ukrainie. Cudem wrócił żywy, ulicami Krakowa gonił go gang łysych neonazistów z wytatuoawanymi swastykami na czołach i nożami w rękach, a w Doniecku strzelał do niego snajper z dachu Donbas Arena. Nie trafił, bo długo musiał czekać na swój cel i czas postanowił sobie umilić, jak to mieszkaniec Europy Wschodniej, kilkoma kieliszkami wódki.

Swe żale (już naprawdę) pan Campbell postanowił wylać, jak już wspomniałem, na wygodnej kanapie w programie BBC. Stacja ta jakiś czas temu wysłała swoich reporterów do państw gospodarzy, żeby zrobić materiał o nadchodzących mistrzostwach. Wnioski wyciągnięte przez dziennikarzy są druzgocące. W Polsce i na Ukrainie rasistów i chuliganów jak mrówków, można ich spotkać na każdej ulicy, na każdym stadionie. Biją, plują, obrażają, salutują Hitlerowi. Szkoda tylko, że nikt nie wziął pod uwagę tego, jaka publiczność będzie na meczach Euro, a jaka bywała na spotkaniach ligowych. W końcu Polak to głupek, języków nie zna, więc te wszystkie transparenty „Fuck Euro” miały zapowiadać rozróby, a nie to, że dla większości ultrasów ta impreza jest złem koniecznym (także dlatego, że m.in. w dużej mierze dzięki niej stadionowi chuligani nie są już tak bezkarni jak kiedyś), komercyjnym zaprzeczeniem wszystkich wartości kibicowskich i mecze mistrzostw obejrzą przy piwku w telewizji, z czystej ciekawości. Szkoda też, że zamieszek znalazło się aż tyle, iż zabrakło czasu na wyemitowanie innych materiałów. Takich na przykład, jak ten z Polonii Warszawa. Były rzecznik prasowy klubu z Konwiktorskiej, Jakub Krupa, był zaproszony do pomocy w kręceniu tych scen i jak twierdzi, przybysze z Anglii byli zachwyceni kibicami „Czarnych Koszul”, wzięli nawet ze sobą do Londynu klubową koszulkę.

To chyba dobry moment, by przypomnieć, że BBC to stacja, która podobno wyznacza dziennikarskie standardy, a działa według własnego kodeksu, który jest grubą, liczącą kilkaset stron książką wypełnioną różnorakimi zasadami rzetelnego dziennikarstwa. No cóż, być może nie wszyscy w redakcji muszą obecnie te przepisy znać. Może też dziennikarze mają krótką pamięć, bo materiał nagrywali dość dawno i o nim zapomnieli? Jeśli tak, to chyba trudno się dziwić, że zapomnieli, gdzie znajduje się siedziba ich stacji. Przypomnijmy więc, że w Londynie, czyli mieście, które zaraz po Euro zorganizuje jeszcze większą imprezę, letnie Igrzyska Olimpjskie. Mieście, w którym niecały rok temu  płonęły sklepy, samochody, a sceny z zamieszek przypominały te z filmów science fiction, typu Resident Evil. Mieście, w którym jeszcze kilka miesięcy wcześniej studenci bili się z policją z powodu podwyżek czesnego na uczelniach i obrzucali kamieniami budynki rządowe.

Londyn jest jednak bezpieczny, a w Anglii rasistów nie ma, wszyscy kochają potomków ludzi z Afryki, Chin czy Indii. Szkoda, że już aż taką sympatią Anglicy nie pałają do emigrantów ze wschodu Europy, ale kto by się tym przejmował. Oni są w końcu biali, więc co to za rasizm? A zawodnicy angielscy? Przecież to wzór cnót wszelakich i tego jak powinien prowadzić się profesjonalny piłkarz w dzisiejszych czasach. Jak już jesteśmy przy zawodnikach, to warto dodać, że rodziny dwóch z nich – Alexa Oxlade-Chamberlaina i Theo Walcotta – nie wybierają się na Euro. Ze strachu przed rasizmem właśnie. Cóż, panowie byli widocznie tak zaaferowani walką o trzecie miejsce w Premier League, że zapomnieli spytać o opinię kolegę z szatni, Wojtka Szczęsnego.

Być może między Odrą a Bugiem płynie więcej wódki niż mleka i miodu, po torach nie jeżdżą TGV i nie ma tysięcy kilometrów autostrad. Jeśli jednak któryś z kibiców wróci w trumnie to raczej właśnie przez nasze drogi niż tych strasznych kibiców, którzy tylko czają się po zmroku na ulicach miast z nożami gotowymi do wbicia między żebra każdego nie białego przechodnia.

P.S Zawsze myślałem, że Polska graniczy z Czechami, a nie z Austrią. Czyżbym coś przeoczył i te dwa państwa nagle zamieniły się miejscami? Panom z BBC polecałbym więc jakieś korepetycje z geografii. No i historii. Jugosławia już od ładnych paru lat nie istnieje.